Liz
Czasem jest czas kiedy jest dobrze, a czasem przychodzi taki
okres, gdy jest naprawdę źle i nawęd dobry przyjaciel czy cokolwiek nie jest
wstanie ci zapewnić, że będzie dobrze jak przez dawien lat.
W tej chwili mam podobnie, że nie mogę odkryć co naprawdę
chce. Co powinienem teraz robić. Co tak naprawdę jest dobre, a co złe.
Po części chce pogodzić się ze swoimi rodzicami, a po części
pragnę coraz bardziej, żeby to nigdy się nie zdarzyło, żeby ta pieprzona
terapia nie spowodowała bliskości. Nie potrafiłabym żyć z myślą, że robią to
tylko i wyłącznie dlatego, że lekarka ich o to prosi wiedzą, że tak naprawdę
pozbycie mnie się od tak jest im na rękę.
Drugą sprawą, nad którą z kolej myślę od niedawna każdej nocy
są znowu te pieprzone narkotyki. Co jest gorszę powoli zaczynam tu bez nich gnić
a moje ciało rozkłada się na wszelakie cząsteczki . Potrzebuje jakiegoś kopa,
coś co mogło by mnie z mocnic i pobudzić tak, żebym zapomniała o tym cholernym
psychiatryku w którym nic mi nie pomagają !
Wszystko tu jest ponure.
Zaczynam być zamknięta w sobie, że nawęd już rozmawiam sama
ze sobą.
Zaczynam tutaj usychać.
Zaczynam tu się dusić.
Potrzebuje powietrza, ale jak go zdobyć, gdy nie masz
potrzebnego składniku ?
Postanowiłam zakończyć zmartwienia w mojej głowie i przejść
się po korytarzu. Pozwolić, żeby mój umysł się rozróżnił. Było trudno
praktycznie nie wykonalne o niczym nie rozmyślać, ale gdy się postaram może
wyjdzie coś z tego. Wstałam z niewygodnego łóżka pościelonego nieskazitelnie
białą pościelą. Powędrowałam do drzwi po czym je otworzyłam. Wychyliłam lekko
głowę sprawdzają czy nikogo nie ma przypadkiem. Nie myliłam się było pusto.
Czego innego mogłam się spodziewać w porze obiadowej ? Poprawiłam swoją bluzkę,
która podwinęła mi się podczas wstawania z łóżka i powędrowałam prosto do
świetlicy. Zdziwiłam się, że ktoś siedzi na żółtej kanapie i nie robi nic po za
tym, że wpatruje się w nicość za oknem. Usiadłam naprzeciw niej po drugiej
stronię na kanapie i z grzeczność przywitałam ją, gdyż wcześniej nie widziałam
dziewczyny. Była niską blondynką z błękitnymi oczami. Wyglądała strasznie blado
co z początku mnie strasznie przeraziło.
- Za co tu trawiłaś ? – wychrypiał jej melodyczny głosik po dłużej chwili
- Podejrzewają, że mam schizofrenie po tym jak ostatnim razie
wzięłam używki po których o mało się nie zabiłam – mówiłam cicho i powoli tak, żeby nikt mnie nie usłyszał oprócz niej. Wiedziałam, że pielęgniarka dyżurująca, która siedziała dość sporo od nas
czytając czasopismo nawęd nie przejęła się tym co by usłyszała – A ty jak tu
trafiłaś ?
- Po ostatniej dawce tak mój mózg zareagował, że myślałam,
że obsiedli mnie robaki i inne takie świństwa, które wędrują po ziemi –
uśmiechnęła się po mimo, że to sprawiało jej ból
- Nigdy jeszcze nie miałam aż takiego złego odlotu jak to jest
? – zapytałam z ciekawości
- Nie można tego opowiedzieć trzeba się sam o tym przekonać
– zamilkła – Chcesz coś zobaczyć ? – zapytała ale już o wiele mniej ściszonym
głosem
- Jasne – uśmiechnęłam się
W tym samym czasie obydwie wstałyśmy. Postanowiłam, że będę
trzymała się z tyłu nie znanej mi dziewczyny, żeby to ona prowadziła mnie gdzie
kol wiek chciała mnie zabrać. Cóż co mogłam sobie myśleć gdzie będziemy iść ?
Przecież nie można nam wychodzić na dwór, a jak już to pod jakoś opieką
pielęgniarek lub ochroniarzy. Na jadalnie ? Też nie same byśmy nie poszły, bo
nie możemy. Wiec jedyną wyjściem był któryś z pokoi, który jak się okazał
znajdywał się na samym szarym końcu tuż przy zakratkowanym oknem. Blondynka
otworzyła drzwi bez mniejszego zawahania i weszła do środka pomieszczenia
stając przy łóżku.
- Mogę zdradzić ci sekret ? – powiedziała cicho i spokojnie
– ale musisz mi obiecać, ze nie zdradzisz go nikomu po żadnym pozorem – po
chwili dodała bez dłuższego namysłu
- Przysięgam, że nie wygadam twojego sekretu nigdy nikomu –
powiedziałam głośno na tyle, żeby tylko ona słyszała po dłuższym na myślę.
- Dobrze – oznajmiła – Usiądź na tym krześle co stoi niedaleko biurka i chwile zaczekaj
Oczywiście, że usiadłam bez dłużnego czekania. Dziewczyna
chwyciła koniuszek pościeli i rzuciła na koniec łóżka. Wzięła mała, miękką
poduszkę do ręki usiadła z nią na skraju łoża i zaczęła odpinać białe guziki od
poszewki. Ja w tym czasie wytężyłam swój umysł w poszukiwaniu odpowiedzi co
chce mi pokazać. Niczego się nie domyślałam, a już na pewno nie to co ujrzałam
na jej ręku po wyciągnięciu ze środka.
Ujrzałam nic innego jak narkotyki, a dokładniej amfetaminę.
Zamurowało mnie. Jak zwykła dziewczyna mogła ją wnieść do tego miejsca, gdzie
się teraz znajdowaliśmy ? Przecież to tutaj jest zabronione, nie dozwolony
przedmiot. Jak to się tu znalazło ? kiedy wszystko tu po przyjeździe jest
dokładnie sprawdzane ? Każdą twoją osobistą rzecz.
- Skąd to masz ? Jak ci się to udało tutaj wnieść ? – same
pytania nasikały
- Mam parę starych sztuczek, który nauczał mnie były chłopak
– mrugnęła prawym okiem w moją stronę i podeszła do mnie – chcesz wsiąść ze mną
? – pokazała mały woreczek z białą substancją.
Długo się zastanowiłam nad odpowiedzią, chyba najdłużej w
całym moim dotychczas życiu. Brałam pod uwagę wszystko za jak i przeciw temu
starając się nic nie przeoczyć po drodze.
- Nie będziesz miała mi za złe, że wezmę trochę ? – Bardziej
to pytanie skierowałam do samej siebie niż do niej
- No coś ty. Jesteśmy coś w rodzaju rodziny, wiec nigdy w życiu
– zaśmiała się pokazując przy tym śnieżnobiałe ząbki – Możemy wziąć teraz do
póki wszyscy są na obiedzie, a pielęgniarki nie chodzą tak jak przez cały dzień
- A co z dyżurującą ? – zapytałam bojąc się o skutki
- Nią się nie przejmuj widziałaś jak jest zaczytana w ten
jej magazyn czy co to tam za gówno jest ? -
znów się zaśmiała – To jak chcesz, czy nie.. długo na ciebie nie będę
czkać
- Jasne, że chce – zawtórowałam w mgnieniu oka
Dziewczyna wysypała zawartość na stabilne drewniane biurku.
Zrobiła dokładnie idealne dwie kreski co do milimetra kawałkiem szarego
papierku, który znajdował się wcześniej razem z zawartością.
- Ty pierwsza – zabrzmiało to bardziej jak groźba niż
pozwolenie
Wahałam się tylko przez moment, ale wciągnęłam to. W końcu
nie miałam już nic do stracenia i tak siedzę tu gdzie ludzie umierają.
Poczułam się niesamowicie. Nie miałam zielonego pojęcia co
robię. Było kapitalnie, lepiej niż za pierwszym razem. Nie wiem dlaczego, ale
każdy odlot jest lepszy od poprzedniego. Usiadłam na krześle, gdzie zasiadłam
wcześnie i niezręcznie podziwiałam wspaniały i egzotyczny pejzaż mojej prawej
ręki. Widziałam prawie wszystkie mięśnie i komórki. Każda żyła była fascynująca
sama w sobie. Cudowna nie powtarzalna tylko jedyna w swoim rodzaju.
______________________________
Witam was kochani po bardzo długiej przerwie. Długo
zastanawiałam się czy dalej kontynuować tego bloga z tym opowiadaniem czy nie.
Nie miałam nawęd chęci pisać. Brakowało mi weny jak i pomysłów na to, ale jednak
w ostateczności zdecydowałam się od nowa odnowić to, a to wszystko zawdzięczam
Kasi, która dała mi fajnych pomysłów, gdyby nie ona nie było by tego rozdziału.
Jeśli to czytasz jeszcze raz wielkie Dziękuje <3
Dziękuje jeszcze wam, który mają do mnie cierpliwość bo
dodaje te rozdziały tak bardzo nie systematycznie, a jednak chce wam się te
moje beznadziejne wypociny czytać.
Jak widzicie pojawiła się nowa bohaterka która już jest
zamieszczona w zakładce z bohaterami jeśli chcecie możecie zobaczyć : )
Następny rozdział postaram się już dodać bardziej szybciej
niż ten : )
No i jeszcze jedną prośbę do was mam. Chciałabym zobaczyć kto czyta tego bloga i żeby każdy kto przeczytał segmentował to nawęd głupim fajne chce tylko zobaczyć kto jeszcze czyta to coś :D